Witam, dzisiaj chciałabym zacząć opowiadać o naszej wyprawie w Bieszczady. „Zacząć”, bo na jeden post, to stanowczo za dużo przeżyć i emocji.

Szlakiem Orlich Gniazd

Pod koniec sierpnia 2015 roku wyruszyliśmy w kierunku dzikich Bieszczad. Pogoda była wspaniała, upał dawał się we znaki, ale cóż to dla kamperowców. Dla nas wszystkie drogi prowadzą do celu, więc wybraliśmy szlak Orlich Gniazd. Pierwszym zamkiem był Olsztyn, pięknie położony na wzgórzu, na które dotarliśmy razem z naszym wiernym towarzyszem. Mimo swoich krótkich łapek, Bax dzielnie maszerował na sam szczyt. Jakoś nawet nie przeszkadzała nam temperatura, która dochodziła do 35 st. Warto było.

Następnym zamkiem był Ogrodzieniec. Tu już nie było tak sielsko. Turystów ogrom, parkingi zapchane i drogie. Jakoś nie czujemy się dobrze w takich warunkach, ale tu ujawnia się przewaga podróżowania własnym domkiem. Nie podoba ci się ? Jedziesz dalej.

Pustynia Błędowska

Droga zawiodła nas do Pustyni Błędowskiej. Żadne z nas tam nigdy nie było, więc z ciekawością chłonęliśmy informacje o tym niezwykłym miejscu.

Opactwo Benedyktynów w Tyńcu

Czas było w końcu szukać noclegu, a chcieliśmy zatrzymać się nad wodą. Dotarliśmy do Tyńca. Opactwo zrobiło na nas ogromne wrażenie, jednak zwiedzanie musieliśmy odłożyć na następny dzień. Miejsce noclegowe u stóp Opactwa, nad samym brzegiem Wisły, możemy szczerze polecić dla kamperów, ale też i dla przyczep. Trzeba tylko w restauracji poprosić o pozwolenie, ale to właściwie formalność. Właściciel lokalu prosił tylko, abyśmy pozostawili po sobie porządek, co jest przecież oczywiste.

Rano zwiedziliśmy Opactwo i mieliśmy nawet szczęście spotkać Ojca Leona. Zakonnik, który był dla nas przewodnikiem, bardzo interesująco opowiadał o historii tego pięknego miejsca.

Tyniec film

Lanckorona

Następnym punktem na naszej mapie była Lanckorona. I tu zaczęłam się obawiać, czy to nie koniec naszej podróży. Wyobraźcie sobie staruszka Transita, rocznik 1986, upał jak w Afryce i droga pod górkę jak na Gubałówkę. Zwątpiłam. Ed pewno trochę też, ale nie dał nic po sobie poznać, wrzucił odpowiedni bieg i… dotarliśmy na szczyt.

Z czystym sumieniem zachęcamy wszystkich, którzy nie stronią od zwiedzania niezwykłych miejsc, do odwiedzenia Lanckorony. Przepiękne małe miasteczko, które oczarowuje wspaniałą drewnianą architekturą, zaskakuje niecodziennymi galeriami, a i dla podniebienia coś się znajdzie. Byliśmy w przebudowanej stodole, gdzie podawano wspaniałe lody własnej produkcji, a kawa pachniała aż na ulicy. Atmosferą przypominała nam Kazimierz nad Wisłą, a w nim przecież jesteśmy zakochani.

Zalew Czorsztyński

Na nocleg zajechaliśmy nad Zalew Czorsztyński lecz o ochłodzie mogliśmy tylko pomarzyć. Przy tych upałach wody było bardzo mało i pozostała nam tylko kąpiel pod własnym prysznicem.

jednak warto wozić statyw
woda powinna sięgać do lini trawy

Nie będę Was dzisiaj dłużej zajmować moim opowiadaniem, ale mam nadzieję, że za tydzień znowu się spotkamy i zechcecie poczytać o naszych dalszych losach w drodze ku Bieszczadom.

A więc do następnego !