Ściana Wschodnia (6) Białowieża

Ponieważ nie planujemy naszych tras bardzo dokładnie i czasami jedziemy na żywioł, postanowiliśmy tylko przejechać przez Hajnówkę i jechać dalej do Białowieży. Hajnówkę zwiedzimy w drodze powrotnej.

Białowieża

Jak tylko wjechaliśmy do miasta, zauważyliśmy camping na terenie prywatnym. Zdecydowaliśmy od razu, że tam spędzimy noc, ale teraz czas na kulinarną część naszych przeżyć. Kierowaliśmy się informacjami na drogowskazach i po paru kilometrach przejechanych wzdłuż pól i łąk dotarliśmy do starej stacji kolejowej Białowieża Towarowa.

dworzec Białowieża Towarowa

Restauracja Carska

Znajduje się tam Restauracja Carska, o której mieliśmy już okazję co nieco poczytać. Pora była trochę niekorzystna, bo to już dawno po śniadaniu, a do obiadu jeszcze daleko. Miało to też dobrą stronę, bo byliśmy jedynymi, potencjalnymi gośćmi.

Jest to właściwie cały kompleks restauracyjno – hotelowy usytuowany na terenie dawnego dworca i obejmuje halę dworcową, domek dróżnika, wieżę ciśnień i wagony – salonki, wykorzystywane jako apartamenty. Zachowane są również stare tory na których stoją stoły z ławami, a po których można zrobić sobie wycieczkę drezyną do Puszczy Białowieskiej. Dworzec Białowieża Towarowa zbudowano dla cara Mikołaja II i używany był do obsługi polowań urządzanych w puszczy. Sam car dojeżdżał do stacji Białowieża Pałac, która dzisiaj już niestety nie istnieje.

Białowieża restauracja Carska

W pewnym momencie zauważył nas starszy kelner i zaprosił do środka, żebyśmy mogli obejrzeć zabytkowe wnętrze. Gdy grzecznie podziękowałam, tłumacząc, że jesteśmy z psem, zaprosił również pieska. Niespotykane w Polsce! Towarzyszył nam przez wszystkie pomieszczenia, a wbrew pozorom, trochę ich było i opowiadał ich historię. Wszystkie pokoje urządzone były z niezwykłym smakiem i każdy miał swój odrębny charakter. Wszędzie stały witrynki, etażerki i podręczne stoliczki zapełnione bibelotami ze srebra i porcelany. W głównej sali na bufecie królował wielki samowar, który nie stał tam tylko dla ozdoby. Podobno jest używany i rozpalany węglem drzewnym. W pewnym momencie kelner, który nam cały czas dyskretnie towarzyszył, zwrócił mi uwagę, że właśnie stąpam po tej samej podłodze, po której być może kroczył sam car Romanow. No, no, no…

Bulion z jesiotrem

Żeby w jakiś sposób uszanować uprzejmość gospodarzy, postanowiliśmy zjeść choćby drobnostkę. Wybór padł na uchę z jesiotrem (po prostu bulion rybny). I tu nasz miły przewodnik nas zaskoczył. Spytał kto prowadzi samochód, i zaproponował mi, pasażerce, 20g czystej wódki do tego bulionu. Ponieważ zawsze jesteśmy otwarci na wszelkie nowości, postanowiliśmy i tego spróbować. Bax oczywiście również dostał swoją miseczkę z wodą.

Białowieża restauracja Carska  bulion rybny z wódką

Wódkę trzeba było wlać do bulionu i … niebo w gębie! Cały alkohol wyparował, a pozostał tylko niezwykły aromat, jakby przez niego wzmocniony. Jeszcze bardzo długo czuliśmy (Ed też łyżkę spróbował) ten niezwykły smak.

W czasie kiedy czekaliśmy na nasze jedzenie, pan przyniósł nam album ze zdjęciami, gdzie mogliśmy porównać stan sprzed remontu i obecny. Byliśmy pełni podziwu dla pracy włożonej w tę inwestycję.

Camping w Białowieży

Na nocleg wróciliśmy na upatrzony camping. Jest on chyba jedynym w mieście. Jeżeli chcielibyście z niego skorzystać, polecamy. Jadąc od Hajnówki jest on na początku miejscowości po prawej stronie. Bardzo mili, rozmowni gospodarze, trochę gości zagranicznych, czyste sanitariaty z gorącą wodą o każdej porze i wspaniała cisza. Właścicielka opowiadała, że nie zawsze jest tak spokojnie. Zimą zdarza się, że żubry wpraszają się do jej ogrodu w poszukiwaniu pożywienia, ale podobno są spokojne, tylko płot trzeba później naprawiać.

Miejsce Mocy

Trudno było rano wstać. Na zewnątrz tylko 5,7 st., a w samochodzie ok. 7. Brrr! Trudno, trzeba było zacisnąć zęby, zjeść śniadanie i w drogę. A tego właśnie dnia mieliśmy w planie odwiedzić tajemnicze miejsce mocy. Trzeba było kawałek dojechać do puszczy i dalej iść na piechotę.

Jak dla nas było jeszcze wcześnie, bardzo rześkie powietrze i zero ludzi. Z przyjemnością zagłębiliśmy się w gęstwinie. Gdzie okiem sięgnąć, stare drzewa, powalone pnie, mchy i porosty. Chociaż było dość zimno, słońce przeświecało przez liście i dawało nadzieję na cieplejszy dzień. Nie wiem dokładnie jak długo szliśmy, ale nie był to krótki spacerek.

Nareszcie dotarliśmy do celu. Miejsca mocy są to rejony o pozytywnym promieniowaniu. W tym wypadku przypuszcza się, że było to miejsce kultu pradawnych Słowian.

Być może coś w tym jest, więc starałam się otworzyć na tajemnicze doznania. Niezakłócona cisza i surowa przyroda sprzyjała szukaniu właściwego obszaru emanującego dobrą energią. Może była to autosugestia, ale w pewnej chwili coś jakby przytrzymało mnie w miejscu i nie mogłam się przez pewien czas ruszyć. Czułam, że kołyszę się w przód i w tył i nie miałam na to żadnego wpływu. Ed również zauważył to dziwne zachowanie.

Żubry…..

Teraz już tylko pozostały nam żubry. Ja byłam w puszczy w latach 70-tych i wtedy można było je oglądać zza wysokiego płotu ze specjalnym podestem. Teraz wszystko się zmieniło i nie jestem pewna, że na lepsze. Parkuje się spory kawałek od wejścia do rezerwatu, parking kosztował 9,-, spacerek do wejścia, bilet wstępu (też nie bardzo tani) i wędrówka po… ZOO. Tak, tak, czy się chce, czy nie, musisz przelecieć kilometry do wyjścia, a po drodze można obejrzeć różne zwierzątka w zagrodach. No, nie tego się spodziewaliśmy.

Jedyne co nas zainteresowało, to był żubroń. Podobno kiedyś były próby krzyżowania krowy i żubra, pewno ze względu na ilość i jakość mięsa, jakie można byłoby uzyskać z takiego zwierzęcia. Teraz można sobie tylko obejrzeć to trochę dziwne zwierzę.

Na dzisiaj już koniec, za to w następnym odcinku znowu bajeczne kulinarne przeżycia. Mniam!

Previous

Ściana Wchodnia (5) Kostomłoty, Grabarka

Next

Ściana Wschodnia (7) Sioło Budy i Hajnówka

1 Comment

  1. Władysława L."Lovka"

    Ten tydzień jakoś mi się dłużył, nawet pomyślałam, że może pominęłam jeden wpis?; jednak nie!-wszystko się zgadza – a to wrażenie,to dlatego,że dni są już dłuższe.
    Tyle ciekawych wieści ; dosłownie „penetracja w zakątki” , które kryją tyle ciekawostek.
    Miśka,ale ten bulion rybny z „wkładką” musiał Cię rozgrzać…!?Brawo!.
    Odważnie! Niska temperatura , to trochę tak jak „morsy” tylko, że lądowe.
    Miejsce Mocy – aż strach pomyśleć , co by było gdybyście zostali tam unieruchomieni na dłużej?.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén