Północny Wschód Polski (15) Wyspa Sobieszewska, Groty Mechowskie, Karwia, Jastarnia, Hel

08.września 2018 – dziewiętnasty dzień naszej przygody. Tym razem celem jest Gdańsk i rodzinna uroczystość. Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy po drodze nie znaleźli czegoś ciekawego.

Zobaczcie gdzie wdrapał się Ed, a ja tym razem zastrajkowałam i czekałam na niego cierpliwie w samochodzie.

Latarnia w Krynicy Morskiej

Widok z góry był niesamowity, ale nie tylko to zasługuje na uwagę. Oko kamery uwieczniło wnętrze, które zdawało się być wielką muszlą, a może rzeczywiście przed chwilą wypełzł z niej olbrzymi stwór i udał się na orzeźwiającą kąpiel w wodach Zalewu…

To najważniejsza część latarni
Widok na wody Zalewu i Mierzeję Wiślaną
Tajemnicze wnętrze latarni

Wyspa Sobieszewska

No i znów czekała nas przeprawa promowa, tym razem na Wyspę Sobieszewską. Chyba już zauważyliście, że nie przepuścimy żadnej okazji, by popłynąć promem – taki to już nasz konik. Ruch był duży i czekających na przeprawę całkiem sporo. Na szczęście wszystko odbyło się sprawnie, rejs trwał krótko, przez wyspę przejechaliśmy bez problemu i mieliśmy jeszcze okazję obejrzeć nowy most, który miał być wkrótce oddany do użytku.

Cierpliwie czekamy na prom
Jako ostatni wjechaliśmy na pokład promu
Tu dokładnie widać jak szybko płynęliśmy
Nowy most

Ponieważ był to weekend, w Trójmieście nie natknęliśmy się na żaden korek i bez przeszkód dotarliśmy do mojego ukochanego Sopotu.

Widok z okna mojego rodzinnego domu

No i nadszedł ten wielki dzień – chrzest najmłodszego członka rodziny Drozdowskich, Wojtusia. Potem już tylko niewiele kilometrów na Kaszuby do naszych przyjaciół, gdzie mieliśmy spędzić następną noc. Mieszkają naprawdę bajkowo, zresztą co będę pisać, zobaczcie to sami.

Bajkowe siedlisko Marioli i Mikołaja

I co, jak wrażenia? Nasze Kaszuby są przepiękne i za każdym razem można odkryć coś nowego, a więc… Jazda na Kaszuby!

Groty Mechowskie

Ze Smarzyna jechaliśmy w kierunku Karwi, ale po drodze chcieliśmy odwiedzić jeszcze nieznane nam i dość wyjątkowe na tym terenie Groty Mechowskie.

Było to dla nas ciekawym przeżyciem, bo mimo iż wydawało nam się, że Kaszuby zwiedziliśmy już wzdłuż i wszerz, Grot Mechowskich nigdy nie widzieliśmy. Nie są one duże, a do zwiedzania udostępniono jedynie ich niewielką część, ale i tak zrobiły na nas ogromne wrażenie. Miejscami zastanawiałam się, czy z moją figurą nie zaklinuję się w wąskich przejściach. No, to dopiero byłaby przygoda.

Tam mam wejść?
No, tu na 100% mieszkają krasnoludki
A może trolle?
No, przecisnęłam się

Karwia

W Karwi chcieliśmy odwiedzić Lovkę, Eda koleżankę jeszcze z Liceum, a ja miałam ją dopiero poznać. Od razu przypadła mi do gustu i mam nadzieję, że z wzajemnością. Rozmawiało mi się z nią jakbyśmy znały się już 100 lat. Tak to już jest z ludźmi z Liceum Plastycznego. Karwia jest rodzinnym miastem Lovki i prowadzi ona tam mały pensjonat. Rozgościliśmy się więc przed jej bramą i na początek poszliśmy na plażę.

Trochę inny panuje tu klimat, bo przecież jest to już otwarte morze. Mimo zachmurzenia, wspaniale było połazić po piasku, albo po prostu usiąść i wsłuchać się w szum fal.

Wieczorem, już po kąpieli i kolacji usiedliśmy przed pensjonatem i z filiżankami herbaty gadaliśmy do późna w nocy.

I tu chciałabym polecić wszystkim podróżnikom pensjonat Lovki – „Dalia” (tel. 667-812-123). Jest niedaleko morza, ma bardzo rodzinny charakter i piękne, zadbane otoczenie. My, choć byliśmy tam bardzo krótko, czuliśmy się bardzo komfortowo. Jak tam będziecie, pozdrówcie Lovkę od nas.

Współwłaściciel pensjonatu chyba zaakceptował moją obecność

Następnego ranka zaprosiliśmy na śniadanie naszą gospodynię i czas minął nam na jedzeniu, ploteczkach i opowiadaniu o naszych przygodach.

Jastarnia

Znowu ruszyliśmy w drogę, tym razem w kierunku Półwyspu Helskiego. Pierwszy postój zaplanowaliśmy w Jastarni. Z wioski rybackiej zostało niestety tylko kilka domów, a w jednym z nich znajduje się obecnie małe muzeum. Jak zwykle mieliśmy pecha, bo było zamknięte. Może dlatego, że wrzesień to już nie pełnia sezonu nad morzem. Za to otwarty był Kościół rybacki pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Piękna świątynia o ścianach pomalowanych na niebiesko, jak wody Zatoki.

Stara chata rybacka
Po prawej stronie ambona w kształcie łodzi rybackiej

Zgadnijcie gdzie zatrzymaliśmy się po odwiedzeniu kościoła? No oczywiście w porcie rybackim. Akurat wpłynął do niego mały kuter i wyładował skrzynki z flądrami. Ed poszedł na koniec nabrzeża, a ja miałam nadzieję zdobyć kilka rybek na obiad. Prawie wszystko powędrowało do transportera czekającego na kei, a z ostatniej skrzynki starsza pani wybierała coś dla siebie. Zostało już tylko 6 fląder. Spytałam rybaka z kutra, czy mogę kupić ze dwie, albo trzy sztuki, a on podarował mi wszystkie, byle bym tylko je wzięła. No, królewski obiad mieliśmy już zapewniony.

Port rybacki w Jastarni
Świeżo złowione flądry i nasz darczyńca

Hel

Teraz tylko trzeba było znaleźć dobre miejsce na przygotowanie posiłku. Wybór padł na Hel. Pogoda trochę się psuła, ale pod markizą bez problemu usmażyliśmy rybki i… zjedliśmy wszystkie 6 – słownie sześć. Były genialne!

Flądry na masełku… prawdziwy delikates

Trzeba było trochę poczekać, żeby rybki ułożyły się w brzuchach i wybraliśmy się na dłuższy spacer po Helu. Kiedyś było to niemożliwe, żeby tak sobie spacerować po tych terenach. Sam cypel zajęty był przez wojsko i poruszanie się po półwyspie było bardzo ograniczone. Miasteczko jest bardzo urokliwe – sporo byłych chat rybackich, pięknie odrestaurowanych, restauracyjki i miejsca do odpoczynku, ale i niezmącona przyroda i pozostałości po stacjonowaniu wojsk. Zauważyliśmy, że mimo iż pensjonatów w Helu nie brakuje, nie rzucają się one tak bardzo w oczy jak w Karwi albo Jastarni.

Promenada wzdłuż zatoki
Widok z samego cypla Mierzei Helskiej na Gdynię
Wspaniałe miejsce na długie spacery
Zając jakby żywcem wyjęty ze szkicownika Albrechta Duerera
Łódź podwodna, szkoda że nie żółta
Klimatyczny Hel

Wspaniale było tak beztrosko włóczyć się po Helu, zaglądać w zaułki, gdzie zatrzymał się czas, ale chcieliśmy opuścić półwysep i noclegu poszukać gdzieś w okolicy Jeziora Żarnowieckiego. O tym jednak dopiero za dwa tygodnie. Cierpliwości.

Poprzedni

Północny Wschód Polski (14) Tolkmicko, Suchacz, Elbląg, Krynica Morska

Następne

Północny Wschód Polski (16) Nadole, Stilo, Łeba, Bukowina

2 komentarze

  1. Władysława L."Lovka"

    Dziękuję za słowa uznania skierowane pod adresem mojego „obiektu”-choć domek skromny,ale zawsze otwarty dla Gości.Wolałabym, żeby był ukryty w zieleni,ale tak to już jest; przystosowanie posesji musi być wiążące (prywatne i usługowe)..
    Pamiętam śniadanko w camperze:co ja takiego z takim wysiłkiem kroiłam?- dobrze, że stół nie spadł.
    Mój kotek wyszedł atrakcyjnie – cały szczęśliwy,bo w towarzystwie.
    Miło zwiedzać rodzime miejsca.Szczególnej uwadze należy się reklama smaku flądry:miam,miam – aż ślinka leci.
    A jak to się stało,że na wydmach przycupnął zając ?- ładne zdjęcie.
    Pozdrawiam.
    Mój kot również wzbudza zachwyt. Pozdrawiam.

    • Miśka

      Często wspominamy pobyt u Ciebie. Było wspaniale, a teraz mamy nadzieję, że prędko dojdę do dawnej formy, pandemia się skończy i znów wyruszymy w drogę. Pozdrawiamy Cię serdecznie, bądź zdrowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén